Miejski System Informacji zna każdy w Warszawie – w końcu jego elementy widzimy codziennie. My, w Zarządzie Dróg Miejskich, znamy go jeszcze lepiej. To u nas bije jego serce, od 2005 r. zarządzamy systemem.
Z kim moglibyśmy porozmawiać o MSI, jak nie z jego „ojcami”? Historię stołecznych oznaczeń przybliżyli nam Andrzej Przybyliński (naczelnik Wydziału Miejskiego Systemu Informacji) oraz Michał Trzciński (kierownik Zespołu Programowania MSI). Obaj „od zawsze” związani z systemem.
Kolorowy chaos
Jaka była Warszawa w latach 90. XX w.? Dla wielu milenialsów – miasto marzeń. W końcu to z tamtych lat mają najlepsze wspomnienia. Związane z godzinami spędzanymi na osiedlowym trzepaku, nawoływaniem się pod oknami czy wymienianiem się karteczkami na szkolnych korytarzach. Ale Warszawa tamtych czasów to też olbrzymi chaos przestrzenny.
Pstrokacizna – tak można było opisać miasto. Kolorowe były budki z hamburgerami, ale i reklamy czy szyldy. A pomiędzy nimi tabliczki z nazwami ulic, które często trudno było wypatrzeć. Do końca nie było też wiadomo, czego szukać, ponieważ w oznakowaniu panowała pełna dowolność. W połowie ostatniej dekady XX w. postanowiono to zmienić.
Cel: uporządkowanie przestrzeni miejskiej pod kątem informacji. Rozwiązanie: spójny system
Pomysł wprowadzenia spójnego oznakowania narodził się w głowach zarządu gminy Warszawa-Centrum. Pieniądze na jego realizację zdobył (staraniem swoim i całej gminy) ówczesny zastępca prezydenta m.st. Warszawy w gminie Warszawa-Centrum, Paweł Bujalski.
– Zaczynaliśmy jako Biuro Miejskiego Systemu Informacji w ramach Straży Miejskiej Gminy Warszawa-Centrum, ponieważ pieniądze szły z budżetu bezpieczeństwa – wspomina Michał Trzciński. – To trwało krótko, wkrótce powstało osobne biuro w jednostce miasta, zostałem jego dyrektorem. W 2005 r. weszliśmy w struktury Zarządu Dróg Miejskich i staliśmy się wydziałem – dodaje.
Wróćmy jeszcze do lat 90. XX w. Dobrze nam dziś znane niebiesko-czerwone tablice nie pojawiły się „ot tak”. Trzeba było je wymyślić. Wcześniej w żadnym z polskich miast nie próbowano stworzyć tego rodzaju spójnego systemu informacji. Zagranicznych wzorców nie można było zastosować ich 1:1, końcu Warszawa to wyjątkowe miasto, które, choć to paradoks, w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku wciąż budowało swoją tożsamość, po doświadczeniach wojny, PRL-u i transformacji ustrojowej. Każdy umiał w kilku zdaniach scharakteryzować Kraków, Gdańsk czy Katowice. Co wyróżniało Warszawę? To już w tamtych czasach nie było takie oczywiste.
„Co” było znane, ale potrzebne było jeszcze „jak”
Sformułowanie najważniejszych zasad Miejskiego Systemu Informacji zostało poprzedzone szeregiem badań i analiz. Skompletowano dokumentację zdjęciową tablic adresowych, ulicowych oraz drogowskazów z warszawskich ulic. Stworzono analizę przestrzenną miasta, pytano mieszkańców o to, jak postrzegają przestrzeń miejską. Analizowano rozwiązania wprowadzone na świecie, wysłano ankiety do rad miejskich m.in. w Londynie, Paryżu czy Toronto. Pytano m.in. o to, na ile kompleksowe są funkcjonujące systemy czy jakie elementy informacji miejskiej integrują. Większość miast, z którymi nawiązano kontakt, miała w planie lub już była w trakcie realizacji programu wprowadzania wizualnego ładu.
Miastem, które się wyróżniało, był Boston. Jego władze opracowały plan wprowadzania ładu wizualnego, projektując nowy system informacji, ale i tworząc odpowiednie uwarunkowania prawne i administracyjne dla funkcjonowania wszelkiego rodzaju informacji w mieście, w tym reklam.
Zebranie doświadczeń to nie wszystko. Uzyskano też m.in. opinie gmin, varsavianistów, językoznawców, historyków czy architektów. Działano naprawdę na szeroką skalę.
O tym, co wypracowano możemy przeczytać w broszurze Miejskiego Systemu Informacji wydanej w latach 90. XX, która była jednym z elementów promujących MSI. W wyniku analiz sformułowano: koncepcję podziału gminy Warszawa-Centrum na obszary, koncepcję podziału arterii warszawskich na prostopadłe i równoległe do Wisły, koncepcję kolorystyczną informacji miejskiej w Warszawie, koncepcję „strefy ciszy” wokół nośników informacji czy koncepcję wydzielenia strefy turystycznej.
We wrześniu 1996 r. rada gminy Warszawa-Centrum podjęła uchwałę wprowadzającą Miejski System Informacji w Gminie Warszawa-Centrum. Machina ruszyła na dobre.
Porządek i bezpieczeństwo
MSI najpierw wprowadzono w gminie Warszawa-Centrum, później system zaczął obowiązywać także w gminach tzw. wianuszka. To nie było po prostu „oznakowanie ulic”, a olbrzymie przedsięwzięcie, które wymagało koordynacji różnych jednostek i służb miejskich.
Tablice uporządkowały przestrzeń, ale ich wprowadzenie to również kwestia bezpieczeństwa. Świadomość tego, gdzie się znajdujemy jest bardzo ważna zarówno z perspektywy mieszkańca, jak i osoby, która pojawia się w mieście tylko na chwilę. Istotne jest, czy wiemy, jak odnaleźć nie tylko np. najbliższe muzeum, ale i pogotowie czy policję. Dzwoniąc po pomoc musimy umieć wskazać miejsce, w którym się znajdujemy.
Podział na obszary miał też za zadanie wzmocnić lokalną społeczność, sprawić, aby mieszkańcy jeszcze bardziej utożsamiali się z miejscem, które jest ich domem.
Uporządkowana tkanka miejska
W ramach MSI wyodrębniono 45 obszarów gminy Warszawa-Centrum (to na początek, z czasem Warszawa – na mocy uchwał rad dzielnic – została podzielona na 143 obszary), podzielono główne arterie miasta na prostopadłe i równoległe do Wisły. To wszystko było wyjściem naprzeciw mieszkańcom. Rzeka była dla nich naturalnym punktem orientacyjnym, a swoje miejsce zamieszkania utożsamiali z konkretnym obszarem, a nie tylko ogólnie, z Warszawą.
Orientacja w terenie wydaje się naturalna, „swojskie” są też same tablice. Ich kolorystyka nawiązuje do warszawskiej tradycji tablic ulicowych i adresowych. Podstawowym kolorem tła dla informacji miejskiej jest kolor niebieski. Do tego białe litery tekstu informacyjnego i czerwony kolor jako tło informacji o obszarze. Kolorystyka w zabytkowym obszarze jest spójna z tą stosowaną w większości miast na świecie – to brązowe tło i białe litery.
Dzięki „strefie ciszy” (w tzw. pasie informacyjnym znajduje się jedynie informacja miejska i znaki drogowe) tablice są dobrze widoczne, a dzięki spójnemu wzornictwu od razu wiadomo, czego szukać. Na ulicach możemy wypatrzeć m.in. oznakowanie adresowe, oznakowanie ulicowe czy rozprowadzanie ruchu kołowego lub pieszego (popularne „drogowskazy”).
Informacje są spójne również dlatego że obowiązują każdego. Na budynkach nie można umieścić tabliczki adresowej zrobionej według własnego pomysłu – zasady są jasne. O jednolitym systemie przeczytasz tutaj: tablice adresowe.
„Ale” zawsze się pojawia
Oczywiście zadowolić każdego, jest niemożliwością. Większość zarzutów do dziś dotyczy wspomnianych obszarów. Słychać np., że „Grochów to nie jest Praga”, a Żoliborz przez lata znacznie się rozrósł.
We wspomnianej już broszurze zaznaczono, że wydzielenie obszarów okazało się szczególnie trudne. „Warszawa była miastem zburzonym i ciągle jeszcze jest miastem odbudowywanym. Z wielu przyczyn odbudowa ta nie odtwarza podziałów na obszary, które kiedyś miały swoje granice, swoje centra, charakter, społeczność, tradycję i przede wszystkim nazwę. W większości przypadków do dziś pozostała jedynie nazwa, używana w nowych warunkach w sposób często bardzo dowolny. Projekt MSI przywraca nazwom obszarów znaczenie”.
Nasi rozmówcy wskazują, że to, co jednemu się nie podoba, dla drugiego jest tym najlepszym rozwiązaniem. I przypominają, że wprowadzenie systemu było poprzedzone szerokimi konsultacjami. To, co powstało jest wypracowanym kompromisem. Rozwiązaniem, które funkcjonuje już 30 lat.
To się (wciąż) podoba
O tym, że Miejski System Informacji to rozwiązanie dobre i wciąż potrzebne, świadczy m.in. to, że wciąż chętnie korzystamy z jego elementów. Dziś już właściwie każdy ma w telefonie mapę, nawigacja w kilka chwil poprowadzi nas do celu. Ale w mieście lubimy też odnaleźć się „analogowo”. A MSI to nie tylko tablice z nazwami ulic czy kierunkami, ale i takie, na których odnajdziemy wiele ciekawostek. Np. na modułach o obiektach zabytkowych przeczytamy o historii danego miejsca, dowiemy się, kto w nim mieszkał czy co się w nim działo (np. w Hotelu Europejskim rozgrywała się scena z „Lalki” – bankiet wydany przez Wokulskiego).
Pochwałą dla warszawskiego systemu jest również to, że rozwiązania na nim wzorowane są wprowadzane w innych miastach. To, co u nas funkcjonuje od 30 lat, w ostatnich latach wprowadza Kraków. Miejska przestrzeń została też uporządkowana m.in. w Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu czy Bielsku-Białej. Każda miejscowość ma coś, co jest dla niej ważne i wokół tego buduje swoją informację miejską. Ale nierzadko mieszkańcy stolicy odwiedzający inne miasta – i małe, i duże – z zaskoczeniem orientują się, że oznaczenia ulic, czy numery domów mają tam zaskakująco znajomy wzór.
Projekt techniczny MSI powstał 30 lat temu. I do dziś jest aktualny. Co sprawia, że tablice są ponadczasowe? – Prostota. Uniwersalność i dobry projekt. Mieliśmy bardzo dobry projekt, użyto bardzo dobrych materiałów – podkreśla Michał Trzciński.
– Niektóre elementy funkcjonują w terenie bez wymiany prawie 30 lat. Nie był to może tani system, ale sama jakość wykorzystanych materiałów i zastosowane technologie też się bronią – uzupełnia Andrzej Przybyliński.
Charakterystyczne tabliczki zaprojektowało Towarzystwo Projektowe. Za MSI zdobyło wiele nagród, m.in. Design Distinction. To prestiżowe wyróżnienie przyznawane w ramach I.D. Annual Design Review, jednego z najstarszych i najbardziej uznanych amerykańskich konkursów poświęconych wzornictwu.
(Nie) zmieniaj się!
Miejski System Informacyjny jest ponadczasowy z jeszcze jednego powodu – jest zamknięty. Jak wskazują moi rozmówcy, było mnóstwo pomysłów, aby coś jeszcze do niego dołożyć. Chciano np. wskazywać poidełka dla zwierząt – ale były sezonowe i nie miały stałej lokalizacji, czy obiekty z defibrylatorami – te nie były dostępne całą dobę.
Rozszerzenie MSI o kolejne elementy sprawiłoby, że system straciłby spójność i czytelność, co skutkowałoby powrotem do chaosu informacyjnego. Ale miasto (i mieszkańcy) mają swoje potrzeby. Dlatego w kolorystyce systemu pojawiły się z czasem elementy takie jak: obszar monitorowany, strefa free graffiti, zakaz lotu dronów, mapa toalet czy Strefa Płatnego Parkowania Niestrzeżonego. A w przejściach podziemnych pojawiły się kasetony, ułatwiające poruszanie się tunelami.
Z czego dumni są panowie z Wydziału Miejskiego Systemu Informacji? – Z utrzymania – wskazuje Michał Trzciński. – Proszę zwrócić uwagę na to, jak wyglądają inne oznakowania w mieście, a jak wyglądają nasze. Nawet jeśli coś jest nie tak, reagujemy bardzo szybko – podkreśla. – Są pracownicy terenowi, którzy mają swoje rejony, codziennie jeżdżą po mieście – dodaje.
A naczelnik wskazuje na coś jeszcze – na bazę. – Od początku tworzyliśmy świetną bazę. Wszystkie nasze elementy są obudowane cyfrowo – zaznacza. Na mapach w bazach komputerowych mamy zinwentaryzowane wszystkie elementy. Każdy punkt ma swój numer katalogowy i kartę katalogową. Są do niego robione zdjęcia, każda zmiana elementu, cokolwiek się z nim dzieje, jest dokumentowane fotograficznie – wyjaśnia. I podaje przykład, dzięki któremu widać, że MSI świetnie działa nie tylko na zewnątrz, ale i od środka. Gdy informacje są uporządkowane, odpowiedź pojawia się błyskawicznie.
Przykład? – Choćby pomysł dekomunizacji – rzuca Andrzej Przybyliński. – Miasto mierzyło się z problemem dekomunizacji nazwy 50 ulic. Poproszono nas o wycenę takiej i odpowiedź dostali po godzinie. Byli bardzo zdumieni i zaskoczenie, że uzyskali informację w tak krótkim czasie, a kwota została podana co do grosza. Takie działanie umożliwiła nam właśnie dobra baza danych i odpowiednie narzędzia informatyczne.
Jest jubileusz, muszą być też życzenia. Czego życzyć MSI na kolejne 30 lat? – Żeby nie było pomysłów i prób ingerowania w System, które mogłyby skończyć się jego rozpadem – wskazuje Andrzej Przybyliński. – Albo wstrzyma finansowania utrzymania i napraw. Zaniechanie tego na parę miesięcy, to jest zabicie tego systemu – dodaje Michał Trzciński.





